Też to czujesz? Dobrze. Czuj. Czuj co chcesz. Z czułością.

Można nie czytać, a po prostu przejść do kawałka na końcu notki.

——

Obudziłam się ostatnio w nocy i pomyślałam „przecież ja czuję po prostu żałobę po utracie starego świata”.

Zasnęłam spokojnie.

Dobrze, że teraz dostępnych jest wiele materiałów na ten temat, bo ja jestem akurat osobą, która kiedyś przegryzła sie przez dziesiątki książek psychologicznych, chociaż z wiedzą jest taka prawda, że trzeba jeszcze znać klucz zrozumienia i odpowiedniej interpretacji, bo samo nazywanie to tylko wstęp, taki mały przedpróg do dalszego (a takim końcem końców może być i tak dopiero terapia), ale można zacząć od tego:

https://utw.uj.edu.pl/documents/6082181/c0700aad-e4f7-4cf7-a16c-d764fc5aba4b

Z doświadczeniem jest jak z przejściem choroby. Czasami zaszczepia i pomaga nazywać uczucia, które przychodzą w kolejnych zdarzeniach i okolicznościach życia. Na tym polega wg mnie też poznawanie siebie. Jest coraz mniej zachowań, myśli, reakcji, które nas samych zaskakują. Nadal odczuwać wszystko w danych momentach, ale już bez poczucia zaskoczenia.

Nie jestem praktykującą katoliczką, nie praktykuję żadnej religii, ani filozofii jako jedynej, moje życie i przekonania są jak kosmiczna zupa, która ciągle żyje i się zmienia, ewoluuje, w miarę rozwoju, jak Kosmos i Wszechświat po Wielkim Wybuchu. Jednak Wielki Tydzień, szczególnie dziś – Wielki Piątek – to może być czas jeszcze głębszej refleksji. Z innej jeszcze perspektywy. Taki był dla mnie.

Tak. Przeżywam żałobę, jestem gdzieś na 7-8 etapie. Żegnam stary świat, stare myśli, nawyki, styl życia. Gdy to wszystko się skończy będziemy innymi ludźmi. Jakimi? Mamy na to wpływ, ale też będzie to zależne od tego, co będzie się działo na zewnątrz, jacy będą inni. Tak, jest ok, smutek ciągle się tli, ale… No tak. Życie żyje się dalej i to jest jedyne, to mam. A jest dobrze, miejscami bardzo dobrze, miejscami zobaczę, co czas przyniesie. Miejscami mam nawet euforię z pozytywów, czasami zdarza mi się przepłakać jakieś emocje, jak strach, zmęczenie tym wszystkim. Budując nowy świat… No zobaczymy. Budując ten nowy świat chciałabym, chcę unikać rozczarować, że czegoś jednak się nie da przywrócić, że to już tak nie działa. Więc będę testować, na nowo, kroczek po kroczku, dotyk po dotyku, spojrzenie po spojrzeniu, żadnych „ale kiedyś to działało”. To było kiedyś, dawno temu. Przed 2020. Dziś jest dziś. Trzeba patrzeć na innych. Bardzo uważnie, żeby nie ranić, nie krzywdzić. Wszyscy mają poranione zmianami i zaskoczeniem oraz strachem pancerze. Trzeba delikatnie, nie budząc agresji, bo ona jest po prostu reakcją ochronną, to strach i zmęczenie. Trzeba to rozumieć a nie pogłębiać. Warto. To jak przesadne wybuchy śmiechu w stresie. Niektórzy reagują tak. Niektórzy inaczej. Wszystko się dzieje.

Mówimy sobie często, jakby na pocieszenie, że czegoś trzeba doświadczyć, że zrozumieć, żeby się rozwijać. To jednak wybór, czy zostaniemy w traumie jakiś doświadczeń, w wyparciu, czy jednak spojrzymy na to szczerze i po przemieleniu w głowie, rozmowach, weźmiemy z tego to, co dla nas najkorzystniejsze. Sama pandemia, to wszystko co się dzieje, przejście korony, to wszystko tak bardzo zmieniło znowu moją percepcję i odebrało smak i węch, ale mam nadzieję, że chwilowo, bo te dwa zmysły to jednak ważne piękne barwy życia, ale też unikanie napicia się zepsutego mleka migdałowego oraz info, że kot był w kuwecie. Ze spraw ważnych, najważniejszych, tak bardzo miło jest mieć kochających ludzi w życiu, kochać, czuć się kochanym, słyszeć „tęsknię za Tobą”, mówić to, delektować się bliskimi relacjami. Jak to powiedziała ostatnio bohaterka z „Tajemnicy zawodowej” życiowo potrzebuję przyjaciół a nie kochanków. Pandemia, izolacja, kwarantanna oddała mi bliskość w małżeństwie. Okazuje się, że zamknięci ze sobą na 2 tygodnie, mimo choroby jeszcze bardziej się zżyliśmy. Okazuje się, że moje relacje w życiu są tak bardzo autentycznie bliskie. Okazuje się, że pandemia wyciągnęła ze mnie czułość, delikatność, empatię, wyrozumiałość, za przeproszeniem „mieć wyjebane” na detale, które są generalnie nieważne. Ale tak naprawdę. Umarła we mnie prawie zupełnie złośliwość i stanowczość, z której kiedyś słynęłam. Nie chcę już taka być. Bywać mogę, bo to dalej daje radochę (niezrozumiałą dla mnie) innym. No OK. I podobno pasuje mi przeklinanie czasami, jak kiedyś pasowało palenie. No OK. Lubię przeklinać, ale rzuciłam. Ale czasami sobie rzucę kurwą dla ubarwienia. Nie, nie dziś. Nie teraz. Z resztą, stanowczość bez (szczególnie biernej) agresji jest lepsza. Teraz jestem łagodna. Dobrze mi z tym. Bez tej ciężkiej, ciągnącej się energii ciężkich, ciemnych emocji jest mi teraz lepiej. Ostatnio o tym myślałam, że to oczywiste, że gniew, czy złość, czy smutek muszą mieć swoje miejsce, gdy jest powód, to jasne. Tylko one są naprawdę jak wypicie butelki whiskey. Masz kaca na parę dni. No. Alko czasami też jest dobre, ale to wszystko jest na chwilę. Jesteśmy ludźmi. Niech każdy robi tak, żeby było mu z tym dobrze. Nawet jak czasami robi źle. Zmuszanie i tak nic nie zmieni. To tylko przykrywka. Jak robimy coś z własnej woli, to z większą godnością i zrozumieniem przyjmujemy konsekwencje. Prawda? Uwalniajmy się już. Już czas. Niech to się już rozluźnia.

Gadanie. Słowa. A przecież to to, co czujemy stanowi o nas.

Jak się czujesz? Ale tak naprawdę?

——

Przecudny kawałek MaJLo – Dear Gunna, który poznałam dzięki serialowi „Tajemnica zawodowa” na TVN. Polecam posłuchać pozostałe piosenki. Są tak piękne, delikatne i przytulne. Wspaniałość dla duszy i serca.

Obrazek: serotonina. Tak mi się kiedyś namalowała. Ona i melatonina to przecież nasze główne sterowniki, pomijając całą resztę cudnych zależności chemiczno-psycho-fizycznych.

Bo wiesz, tak naprawdę.. to jesteśmy tym, na co pozwala nasz mózg i ciało. Reszta to nasza bezgraniczna wyobraźnia, która jednocześnie może wszystko i nic. Well 🙂

6 uwag do wpisu “Też to czujesz? Dobrze. Czuj. Czuj co chcesz. Z czułością.

  1. Ostatnio odnalazłam w słowach przyjaciółki, synonim opisujący mój stan – smętność. Jestem smętna. Jeszcze są we mnie te słowa „a kiedyś to było”, ale co raz częściej myślę czy umiem wrócić do tego co było, tego trybu (w którym świetnie się odnajdywałam), czy już zawsze będę czuła tę smętność. Brak energii. Nie umiem znaleźć nic, co przynosi mi światełko w tunelu. Sypiam mało, choć tak bardzo chciałabym spać dłużej, czytam mało, choć tak bardzo chciałabym dłużej, nie mam siły by wyjść z tego stanu. Uleciała ze mnie ta dobra energia, która mnie napędzała, ta kreatywność, chęć działania. Więc dziś, dziś znów jestem smętna i tak od paru miesięcy…

    Polubione przez 1 osoba

      1. Czekałam, na wiosnę, że nareszcie ciepło, słonce ogrzeje moje smętne członki, pójdę na rower, zasadzę kwiaty na balkonie, zasieję coś, tyle miałam pomysłów, z ciągłą mantrą w płacie czołowym – wiosna, wiosna, czekam! I tyle było z czekania, że wychodzę gdy muszę na rower (dzieci), balkon – ehhh jeszcze nie czas (tak do siebie mówię), może jutro. Pewnie, że skupiłam się tylko na dobrych „niedawnych” czasach. Ale wtedy żyłam. Teraz czuję się jak roślinka. Kupuje książki o szkicowaniu -myślę – będę się uczyć, książka leży i ja leże. Nie dzieje się nic.

        Polubienie

        1. No. Podziwiam ludzi, którzy obecnie mają zapał. Prywatnie mam zrywy. Dobrze, że służbowo mi się dużo dzieje i mnie to wciąga znowu siłą odpowiedzialności (za siebie i innych), ale prywatnie jestem ciągle jakby na zablokowanym zapłonie. Marcin mówił, że to przesilenie, a ja u siebie naprawdę widzę żałobę, z doświadczenia, chociaż oczywiście nie ma co porównywać w skali do człowieka, to jednak strata duża. Straciłam coś, co kochałam. Wiele będzie zależało od innych i tego, żebyśmy się wzajemnie nakręcali. bo dziś to jest raczej tryb przetrwania, ale do niczego się nie zmuszam, ale też faktycznie.. cieszę się, że jednak odczuwam radość chwilami, że czuję przyjemność chociażby ze Słońca i ciepła, bo już był moment, że mi się z domu nie chciało wychodzić. To dbanie o siebie, bycie dla siebie dobrym, to naprawdę ważne. Nastawienie. Ważne, to tak ważne, chociaż teraz naprawdę nie proste. A wg mnie ważne jest też, nie uciekać od tego, co się czuje. Po prostu. A zagłuszanie tego jest teraz jakoś najprostszym mechanizmem. A to sobie narośnie gdzieś w tyle świadomości. To lepiej to nazwać, przyjąć i zobaczyć dalej. Nie?
          Wiesz, jazda na rowerze, czy rysowanie też mają dawać przyjemność, a nie zabijać czas… Jak poczujesz szczerą chęć, to sama po to sięgniesz.
          PS. Fajnie, że Ty też tyle lat już też ze mną jesteś.. 🙂

          Mój balkon wygląda dramatycznie… Może w przyszły weekend, a jeszcze musimy siatkę przez kota założyć i tak średnio mi się to podoba, no ale albo kot, albo siatka.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.