Światy równolegle, czyli o covid i typach kobiet

Jeszcze kilka tygodni temu przeszło mi przez głowę, że czuję się przebodźcowana.

A potem przeszłam covid. Ozdrowieniec. Co za kolejne słowo… Biorąc pod uwagę,, że 80% przechodzi bezobjawowo, to i tak słowo dość dużej siły.

Do dziś nie mam węchu i smaku, ale tu mnie lekarz uprzedził, że to może potrzymać.

Tak, jeszcze kilka tygodni temu poczułam się przebodźcowana. Za dużo chciałam. Youtube, media tzw niezależne, mainstream, kanały naukowe, doniesenia z każdej interesującej mnie dziedziny, masa info z Facebooka, dziesiątki aktywności znajomych, wiele stron i newsów naukowych, rozrywkowych, a przy tym przecież praca i jej emocjonalny zastrzyk, bo sytuacja jest jaka jest. Mózg momentami mówił zostaw, to ja mówiłam „jeszcze tylko sprawdzę to…” I sobie robiłam jego defragmentację tym skakaniem. Nieważne, że przy tym dużo czasu spędzałam na medytacji, wyciszeniu, czytaniu w spokoju książek, oddawałam ciało w ręce masażysty dla relaksu, odpływałam w tańcu, miałam dużo chillu z M. Ale też czas na inne pasje. Wszystkiego razem było za dużo. Przedobrzałam.

Covid mnie położył i wprowadził z gorączką ciszę w myśli. Niemoc na kilka tygodni też zrobiła swoje. Czy się bałam? Nie wiem. Co zmieniałby strach? Wiem doskonale, jak ważne jest podejście, mindfulness sam przyszedł. Tu i teraz, bo nigdzie indziej i tak nie byłam. Czekałam. W spokoju totalnym.

Przebodźcowanie zniknęło.

Dałam sobie chill od fejsa I innych.

Nie mam pojęcia, co się dzieje. No prawie, ale tak minimum tylko zostało.

W wolnym czasie czytam, rysuję, ogladam seriale, czekam na wyjście z domu i kontakt z ludźmi, ale bez pośpiechu.

Zaczęłam naprawdę dobrze spać. Głowa mi o wiele lepiej pracuje, jakby przeszła reset i wyrzuciła nadmiar informacji i myśli.

Powoli wracam I bardzo dobrze się zastanawiam, do czego chcę wrócić.

Na pewno nie do wszystkich aktywności, bo na moje synapsy było tego po prostu za dużo. Tak, przedobrzyłam. Można. Nawet w pandemii.

Słowa, które powtarzam ostatnio odnośnie siebie samej to „nie wiem” I daję sobie do tego 100 % PRAWO. Z czułością. Mam silną potrzebę luksusowego wręcz filtrowania wszystkiego.

Mój M. Przeszedł covid jak na wikinga przystało. Czuł się źle jeden dzień i go przespał. Ja dobre 3 tygodnie, a ten tydzień jeszcze dla spokoju przesiedzę w domu. Tyle to wszyscy wiemy, że tu nie ma reguły. Przecież niewiele o nim wiadomo.

Jestem wdzięczna wszechświatowi, że jest jak jest na dziś.

A co do reszty, to na spokojnie sobie zobaczę. Daję sobie czas. Chill i czułość 100%.

Ostatnio oglądałam wywiad Magdy Mołek z Małgorzatą Rozenek. Gdy Magda powiedziała, że ona po urodzeniu dziecka nie miała siły na to, żeby zajmować się szczególnie sobą, bo była zbyt zmęczona, Małgorzata odpowiedziała, że no cóż, jej się po prostu chce. Ona od rana do nocy jest aktywna, bo jej się chce. Nie chcę jej chwytać za słowa, ale dodała, że jednym się chce, innym nie. No cóż. To mi uświadomiło tę potężną różnicę i istotę rzeczy.

Zauważyłam już dawno temu, że niektóre kobiety faktycznie mają siły I wigor od rana do nocy. Są kobiety, które mają tej energii bardzo niewiele I muszą ją oszczędnie dawkować w ciągu dnia, który z resztą szybko kończą. Ja sama jestem dość po środku, chyba, ale bliżej mi tym ze słabszą baterią i po okresach intensywnych, czy dniach takich potrzebuję ładowania baterii bardziej niż zwykle. Gdybym kondycję miała tak silną jak psychikę, to bym sama w kosmos sobie latała. Nie mam. Nie mam tej niesamowitej witalności. Mam świadomość tego. Gdybym przeszła ciążę i poród, to pewnie bliżej byłoby mi do Magdy Mołek i na pewno nie byłabym insta matką, bo zwyczajnie nie miałabym idealnego imeagu oddając się opiece dzieckiem. Nie miałabym na to siły. I co z tego? Nic. Po prostu chciałabym, żebyśmy jako kobiety nie oceniały się przez tę skalę i pryzmat. To strasznie okrutne. Bądźmy wobec siebie wyrozumiałe. Witalność można trochę modulować, ale natury istoty nie. Każda z nas ma mocne i słabe strony, mocniejsze i słabsze obszary. Akceptujmy to z wyrozumiałością i czułością. Pewnie fajnie jest mieć taką atomową witalność i baterię, ale jak się nie ma, to też nic złego. Naprawdę. Da się z tym całkiem dobrze żyć, tylko trzeba inaczej rozkładać siły i umieć bardziej wybierać i niestety czasami rezygnować. Ale to nie koniec świata. Naprawdę da się z tym żyć I kochać swoje życie. Bez porównywania się.

I tyle.

Po prostu.

Kobieco i serdecznie,

Zdrowia życzę

Raya

Zdjęcie : a taki tam rysunek. Bez dalszych uwag.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.